inaczej nie znaczy lepiej...gorzej też nie znaczy...
poniedziałek, 02 września 2013

 

nie palę już półtora roku. Aż trudno uwierzyć, że tak szybko ten czas mija. Nie używałam żadnych gum, pastylek, elektronicznych zabawek ani innych zastępowaczy, rozładowaczy, etc. Po prostu pewnego dnia stwierdziłam, że ten papieros który wypaliłam był ostatni w moim życiu. Podeszłam do kosza na śmieci i walnęłam do niego paczkę fajek, które jeszcze zostały.  Później ani nie byłam zdenerwowana, ani rozdrażniona. To ja podjęłam tę decyzję, więc może dlatego tak zareagowałam.

Jednakże po wielu latach palenia były efekty uboczne rzucenia z dnia na dzień. U mnie to było budzenie się codziennie w nocy ok 3 nad ranem i niemożność zaśnięcia. Do tego straciłam smak. Wszystko co jadłam było niedosolone, niedosłodzone, niedopieprzone, etc. No i oczywiście przybyło mi kilka kilogramów. Dzięki Bogu chyba tycie już mam za sobą, teraz muszę z siebie zrzucić co zbędne i będzie super. Nie czuję się zdrowsza, ani nie widzę jakichś szczególnych znaków typu "ale ci się cera poprawiła". W kieszeni na pewno odczuwa się te kilkaset złotych wydawanych miesięcznie na fajki, szczególnie teraz kiedy w sklepie zauważyłam, że już ponad 13 zł kosztuje paczka...

Pamiętam dawno temu mój dziadek miał jakąś operację i rzucił palenie. Po jakimś czasie na ulicy spotkał kolegę z dawnych lat, który go chciał częstować papierosem. Mój dziadek odpowiedział mu, że niestety nie pali, ale codziennie do papierosów tęskni.  Ja nie tęsknię do papierosów codziennie... ja tęsknię tylko czasami, bo to była w zasadzie jedyna moja radość w życiu... jak zwykłam wtedy mówić. Teraz nie palę i już nie została mi już żadna radość w życiu. Muszę sobie coś poszukać, bo mnie depresja  pochłonie.

poniedziałek, 08 kwietnia 2013

To strasznie smutne jest. Irytujące i wręcz wkurzające. Matki udają samotne, żeby dzieci zapisać do przedszkola. Ja nie będę tego komentować, bo już dawno ręce mi opadły na taki chamski, wsiowy spryt, którym charakteryzuje się znaczna część społeczeństwa. W dodatku są z tego dumni i nie obchodzi ich to, że swoim zachowaniem utrudniają życie innym. Wystarczy spojrzeć na parkowanie samochodów w mieście, lub nawet na parkingach przed centrami handlowymi. Stanę sobie na chodniku, albo trawniku, albo komuś wyjazd zastawię, albo sobie na półtora miejsca zaparkuję, albo będę sobie jechał lewym pasem przez całe miasto, albo wepchnę się w ostatniej chwili przed skrętem z środkowego pasa… a co tam, ja tylko na chwilkę, przecież jestem najważniejszy i to ja muszę, ja się śpieszę…  szczególnie rano… przecież cała ta banda debili wokół, to nie jedzie do pracy, czy do szkoły, tylko jadą o siódmej rano na wycieczkę krajoznawczą, a ja… pępek świata, jadę do pracy i należy mi się pierwszeństwo! Inni mają zasrany obowiązek to zrozumieć i szanować, że ja mam prawa!!! Typowa mentalność wsiowa, która aż kipi wokół. Kiedy widzę takie zachowania, arogancję, chamstwo podkute snopkami słomy, to ręce opadają… ale wróćmy do tematu…. Otóż sprytne mamusie udają, że są samotne, żeby dziecko do przedszkola zapisać. Nie będę się nawet sprytnych mamusi pytać, czy podatki to płacą u siebie w Pcimiu, czy w mieście, gdzie dziecko do przedszkola chcą zapisać…

 

Jednakże nie da się ukryć, że przedszkoli jest mało i więcej nie będzie. Nie ma się co oszukiwać. Po pierwsze nie ma oczywiście na to pieniędzy. Stara śpiewka i żelazne alibi wszelakich władz. Brak kasy. A nawet gdyby, to i tak przyrost naturalny jest prawie zerowy, wahając się między ujemnym, więc nie jest logiczne w obecnej chwili wydawać miliony na nowe przedszkola, żeby dwa, trzy lata po ich wybudowaniu okazało się, że nie ma dzieci do tych przedszkoli. Szkoły likwidują bo dzieci mało, więc nie ma się co dziwić, że nie chcą budować nowych przedszkoli.

 

Z drugiej strony, jak młodzi ludzie mają bez oporów i odkładania na lepsze czasy nie przesuwać rodzenia dzieci, skoro wiedzą, że na bite min. 3 lata wytrąci ich to z rynku pracy, bo dostanie się dziecka do przedszkola graniczy z cudem, a babcia dostała nakaz pracy od rządu do 100 lat i tylko śmierć może ją wcześniej z tego obowiązku zwolnić. Bezrobocie szaleje, lepiej nie będzie przez najbliższe kilka lat… mimo zaklęć PO, która przekonuje nas w dalszym ciągu, że jest dobrze, mając nadzieję, że sprawdzi się powiedzenie, że największe kłamstwo powtarzane kilkadziesiąt razy dziennie, sprawi, że w końcu ludzki mózg się podda i stwierdzi, że to prawda. Tylko skrajny szaleniec decyduje się w takich czasach na dziecko, a nie przeciętny zjadacz chleba, który nie ma wsparcia od tatusia Kulczyka, czy Niemczyckiego.  

 

Tak zatem rząd wraz z mediami tworzą atmosferę krucjaty w obronie praw wszelakich biednych gejów i lesbijek, a w dupie mają prawa zwykłych rodzin. Rząd w dupie ma, że nie ma pracy, nie ma przedszkoli, nie ma żłobków, nie ma nawet babci na ratunek do pomocy. Rząd ma świetne samopoczucie a społeczeństwo próbuje, jak to od setek lat jest w zwyczaju, liczyć na siebie. Młodzi ludzie, teraz już bez znaczenia czy wykształceni, czy nie, wyjeżdżają. Sama znam dziewczyny, które pojechały do Niemiec hitlerowskie dupy myć i codziennie wieczorem zasypiają ze łzami w oczach, że muszą być takie upokorzone, bo w domu nie ma ŻADNEJ pracy ani widoków na pracę.

 

A rząd ma świetne samopoczucie. Na ministra budownictwa Tusk wziął sobie modela, który bladego pojęcia nie ma o inwestycjach. On nie zna nawet słownictwa fachowego, bo skąd… i to jest gościu, który ma rozbujać i w wdrożyć plany wielkich zamówień publicznych, żeby trochę tę gospodarkę popchnąć do przodu i ludziom dać zajęcie. To jest żenujące, to jest oburzające, to jest podłe!!!!  Będą się wszyscy ci kolesie baranim głosem śmiać jak przyjdzie chwila rozliczenia.

 

Zagotowałam się… idę stąd…



11:21, kurdecojaturobie , coś coś
Link Komentarze (1) »
piątek, 05 kwietnia 2013

 

W zeszłym tygodniu wracałam z  Bangkoku przez Amsterdam do Warszawy. Na lotnisku w Bangkoku mój syn z oburzeniem filmował z ukrycia, jak zachowują się Chińczycy. Biegali po lotnisku, krzyczeli do siebie jak pasterze na polu, nawoływali się, potrącali ludzi. Coś okropnego. Ale o wnioskach z obserwacji jak zachowują się Chińczycy innym razem. Po strasznie długim i męczącym locie wylądowaliśmy szczęśliwie w Amsterdamie i mieliśmy 2 godziny na samolot do Warszawy. Jako, że dla nas była 3 nad ranem, ledwie przytomni kupiliśmy dla babci naczynko na wykałaczki (jakby potrzebowała 285 kubeczka na wykałaczki) i mały porcelanowy wiatraczek i powlekliśmy się na drugi koniec lotniska, żeby już pod gaitem poczekać w spokoju na samolot. Niestety nie dało się poczekać w spokoju. Zaczęli napływać z różnych stron nasi rodacy. Atmosfera była wesoła, familiarna. Głośne śmiechy i rozmowy, głównie o tym jakie to nowe meble do pokoju sobie ktoś kupił. Było niemiło.

W końcu weszliśmy do samolotu. Siedzieliśmy koło eleganckiego pana koło 50siątki. Zamiast na pas startowy, dostaliśmy komunikat, że jest bardzo silny wiatr boczny i musimy stać w kolejce do innego pasa startowego, w związku z powyższym siedzimy ok pół godziny zanim wystartujemy. W tym momencie pan obok mnie wyciąga iPada i loguje się do firmowego systemu, zupełnie nie zwracając uwagi na to, że ja mogę sobie wszystko przeczytać. W końcu z dzieckiem rozmawiałam po polsku, więc wywnioskował, że wracam z plantacji tulipanów bądź innych truskawek i nie umiem ani bąknąć po angielsku. Nie czytam cudzej poczty , jednakże, kiedy ktoś demonstracyjne w oczy ekranem świeci, to tylko ktoś niewidomy nie rzuciłby okiem. Ja nie jestem niewidoma i rzuciłam okiem, a że z wieloletniej praktyki mam wyćwiczone błyskawiczne czytanie, to dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy o firmie, w której ten pan pracował, dodam, że dosyć znanej na rynku.  

Pomyślałam sobie, że po pierwsze, to temu panu chyba nikt nie mówił, żeby papierami i mailami firmowymi nie obnosić się w miejscach, gdzie ktoś mógłby je przeczytać, skopiować lub w inny sposób wejść w posiadanie wiedzy na temat tego co się dzieje w firmie.

Następnie pomyślałam sobie, że może i miał ten pan szkolenia z zachowania tajemnicy służbowej i szpiegostwa przemysłowego, jednakże zgubiła go wiara w stereotypy. Pan wykoncypował, że każdy Polak, to pracownik farmy, który nie zna żadnego języka i ogólnie to, jak to w Holandii nas postrzegają: Polak to pijak i złodziej na zasiłku, wydzierający dobrobyt z rąk porządnych Holendrów… a może to w Niemczech jest złodziej… no jakoś tak ten piękny blondyn z Europarlamentu kiedyś o Polakach się wysławiał.

W każdym razie czytam sobie te maile i nagle widzę mail mniej więcej następującej treści: Polacy opracowali plan restrukturyzacji firmy polegający na tym i tamtym i jeszcze tamtym. Myślę że to bardzo ciekawa propozycja i można by się było zastanowić czy tego nie spróbować. To może się udać.

Miły pan siedzący obok mnie, bez zastanowienia napisał odpowiedz, mniej więcej brzmiącą tak:

Polacy to mogą mieć sobie pomysły. Teraz w Europie jest kryzys i my musimy zadbać o miejsca pracy dla naszych ludzi. Polaków należy pozwalniać.

Dziękuję. To mnie po raz kolejny otrzeźwiło. Jesteśmy niczym w Europie. Jesteśmy tanią siłą roboczą, niewolnikami, których się dyma na wszystkie sposoby z uśmiechem na ustach. A Polacy jedyne co potrafią to lizać dupy zachodnim „partnerom” i kłócić się między sobą, oraz poniżać i dokuczać swoim kolegom w pracy, na osiedlu, na ulicy, za kierownicą, w sklepie. Nienawiść jest naszym sportem narodowym. Odbiera nam rozum i konsumuje energię w takich ilościach, że na rozum już nie staje. A inni piękni aryjscy blondyni patrzą na to spoza złotych oprawek swoich okularów, z politowaniem kiwając głową i robią swoje, czyli zarabiają na nas fortuny.

Trzeba wyjechać stąd. Daleko… i już nie wracać.

czwartek, 04 kwietnia 2013

 

Śledząc nasze serwisy informacyjne człowiek dochodzi do wniosku, że są nudne jak flaki z olejem, monotematyczne, bez polotu, mierne, bierne i ogólnie to zajmują się drobiazgami i jak się czepią jakiejś głupoty, to cały biały dzień maglują… do znudzenia, do mdłości, do wymiotów.

 

Trudno temu zaprzeczyć, że przez ostatni czas np. TVN24 nie nadaje się już do oglądania. Poziom prymitywizmu jaki osiągnął można porównać tylko z wczesnymi latami disco-polo w Polsacie w latach dziewięćdziesiątych, kiedy to stacja wyszła z założenia, że najwięcej w Polsce jest prymitywnych ludzi, więc dla nich będzie się robić telewizję. W związku z powyższym miało być wesoło, prosto, skocznie i kolorowo. Nie ma być treści, tylko mają być migające kolorowe obrazki, żeby najbardziej niedorozwinięty mózg skupił na chwilę swoją uwagę na ekranie. Reklamodawcy wszak to bardzo docenią, finansowo szczególnie. Tak też od jakiegoś czasu zaczyna postępować TVN. Jest prosto, ładnie, kolorowo i skocznie. Efekt jest taki, że nie oglądam. Moja sprawa i mój wybór. Polsat News starają się. Są bardziej stonowani. Próbują robić rzetelne dziennikarskie rzemiosło. Jednakże brakuje sznytu, ale nie mdli na ich widok. TVP INFO też jest niezłe. Tu widać warsztat i wiedzę starych fachowców dziennikarzy. SUPERSTACJI nie będę komentować, bo nie oglądam. Nie toleruję bezpardonowej, wulgarnej nagonki na żaden Kościół czy religię, a tu uprawia się właśnie opluwanie  zamiast informowania.

 

Jest kiepsko. Wiosny nie ma.

środa, 03 kwietnia 2013

Ja się nie czepiam, ja spokojnie patrzę na moje dziecko, które nie jest geniuszem, ani ósmym cudem świata. Dla mnie oczywiście jest, ale dla innych niekoniecznie, a ja to rozumiem i nie spieram się z tym. W każdym razie jutro mój syn pisze egzamin szóstoklasisty.

We wrześniu pisali taki próbny egzamin, żeby zobaczyć na jakim poziomie dzieci się plasują. Synunio miał 34 punkty na 40. Potem zaczęli być tresowani w szkole jak się pisze te testy. Nie można skreślić tak, trzeba tak, zakreślamy w idealnie okrągłe kółeczko, nie piszemy tego czy tamtego, tu kropka, tam kreska. Zero treści, tylko tresura. Efekt jest taki: w grudniu na próbnym było 26 punktów, a w lutym 14 punktów. Tak mnie to rozeźliło, że z dziecka mi kretyna w szkole robią, że pod koniec lutego wsiedliśmy z synkiem w samolot i polecieliśmy na miesiąc na plażę odpocząć i pouczyć się przed tym egzaminem. Dzisiaj poszedł pierwszy raz od miesiąca do szkoły, a jutro egzamin. Jakoś to będzie.

Uważam, że zdebilenie dzieci w polskich szkołach jest dokładnie realizowanym planem. Im więcej panie nauczycielki się pastwią nad tymi biednymi dzieciakami, tym głupsze te dzieci się robią. Rodzice chodzą do szkoły i pyskują nauczycielom, że źle spojrzeli na ich dzieciątko genialne. Ja pamiętam, jak pani wychowawczyni zrobiła oczy jak 10 zł, kiedy poszłam do niej i mówię, że moje dziecko strasznie kląć zaczyna i proszę, żeby przyjrzała się klasie bo mi się wydaje że dzieciaki teraz taką modę na dorosłe klnięcie mają. Powiedziała, że jestem pierwszym rodzicem, które mówi, że jego dziecko coś źle zrobiło. Do tej pory rodzice przychodzą z mordą, że ich dzieci w zasadzie po powinny być za życia kanonizowane, bo takie wspaniale święte są, a podłe nauczycielki się na nie uwzięły.

I czyja to wina? Rodziców… Gonią za forsą i prestiżem. Torebeczki markowe, samochód bardzo drogi na jeszcze droższy kredyt, ale sąsiadów skręca z zazdrości. Dzieciaki też mają spełniać oczekiwania rodziców: angielski, karate, pianino, tańce i dla odpoczynku konwersacje z niemieckiego i basen. Dzieci są traktowane jak robociki gadające.

A mój nie jest robocikiem. Nie uczy się siedmiu języków i nie chodzi na karate. Nauka mu idzie tak sobie: jedne przedmioty lepiej, a inne gorzej. Nie ma wrzasków w domu ani rwania włosów z głowy, kiedy na semestr czy koniec roku są dwie, czy trzy trójki na świadectwie. Życie płynie i nie można cały czas się z nim ścigać. Trzeba żyć. Trzeba mieć czas na spacer z mamusią, na opowiadanie sobie przez godzinę jaki śmieszny był film, na oglądanie godzinę książek i filmów siedząc na podłodze w Empiku. Razem gotujemy, razem obowiązkowo i zawsze jemy obiad przy stole nie gapiąc się w telewizor, tylko plotkując co tam słychać u kolegów i koleżanek. I nie zamieniłabym tego za żadne świadectwa z samymi szóstkami.

Zatem, jutro egzamin. Jak mu pójdzie, tak pójdzie. Nie każdy musi być magistrem. Można też być dobrym fachowcem w robieniu rzeczy które się lubi bez konieczności skończenia pięciu fakultetów. Dobry mechanik, czy informatyk też jest potrzebny. Fryzjer też i sklepikarz itd. Jeśli mój syn da radę i pójdzie kiedyś na studia, będę mu kibicować i wspierać go z całej siły, jeśli nie da rady pójść na studia i zostanie sklepikarzem, to świat nie spłonie, a niebo nie spadnie nikomu na głowę. Dorosłam do tego, żeby się już tym nie przejmować. Damy radę.



czwartek, 01 listopada 2012

Zanim umrę chciałabym….

dostąpić mądrości, cierpliwości i spokoju starości. Chciałabym ze spokojem i miłością patrzeć na świat. Takie spojrzenie jest możliwe tylko mając mądrość starości.

A dzisiaj będę każdą modlitwę i westchnienie ofiarować za dusze czyśćcowe, które nie mają nikogo, kto mógłby się za nich pomodlić, poprosić za nimi i o nich wspomnieć.



piątek, 12 października 2012

I jakoś tak słabo jest. Mimo, że było tyle gadania i emocji, które przeżywali tylko politycy i dziennikarze. Ja na miejscu Premiera, to bym ogłosiła w partii dzień skupienia i żałoby. Powinni się raczej stuknąć w czerep, a nie udawać, że znowu wygrali, bo dzisiejsza wygrana może oznaczać dla nich klęskę.  Jakoś tak słabo się wszyscy, poza tymi bezpośrednio zaangażowanymi, czują, szczególnie w sytuacji, kiedy przestało im się podobać to, co robią przedstawiciele PO. Proszę mi wierzyć. Ja nie jestem za PiS, ale nie mogę już być za PO. Platforma zbyt wiele rzeczy toleruje, stała się arogancka i coraz bardziej oddalona od rzeczywistości. Zamknęła się w szklanej kuli i nie toleruje innego zdania. Widzę to codziennie. Działacze partyjni czują się absolutnie bezkarni. Robią co im się podoba. Poziom i dyscyplina w partii, to było dawno i nieprawda. Teraz do stanowisk dorwali się mili nic wcześniej nieznaczący chłopcy i dziewczynki, którzy korzystają całą gębą z tego, że ich partia jest u władzy. Wreszcie po latach wiernego klaskania i lizania odpowiednich pośladków dopuścili ich do koryta. Mogą więc deptać ludzi i bezkarnie demonstrować całkowity brak kompetencji, głupotę, wręcz dziecinną ignorancję. Od ministrów począwszy, przechodząc w dół po kolejnych szczeblach. Teraz nie ma się już co oszukiwać - na stołkach siedzą "bierni ale wierni".

Mam nadzieję, że szybko będą jednak nowe wybory. Już mi wszystko jedno kto wtedy wygra, ale głosować będę przeciwko temu, co teraz się dzieje.

To nie jest nawet początek końca. Myślę, że jest to środek końca, czego dla ich dobra im serdecznie życzę.  



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 69
;