poniedziałek, 19 grudnia 2011

Ja nie chciałabym być szerzycielem teorii spiskowych, ale… Kim Dzong Il wracał z wizyty w Moskwie do domu… A Bieruta naszego to grzybami załatwili na Kremlu. Może i teraz zupa grzybowa była podana na kolację, w końcu receptura sprawdzona, skuteczna…

Żartuję, ale jak TV podało, że Kimowi zmarło się z powodu przeciążenia myśleniem, to zbladłam. Nie wiedziałam, że od myślenia można takich komplikacji poważnych się nabawić. No proszę, codziennie uczymy się czegoś nowego. Ja w każdym razie od tej pory bardzo ostrożnie będę korzystać z funkcji myślenia. Strzeżonego Pan Bóg strzeże. Jednakże z niecierpliwością czekam na transmisję pogrzebu wielkiego wodza narodu Korei Północnej. Porównam sobie z pogrzebem Breżniewa… tak tak, pamiętam transmisję pogrzebu Breżniewa. O matko, jak to strasznie dawno temu było. Teraz spodziewam się milionów malutkich stópek drepczących za trumną wodza i oczywiście odpowiednio wyrażających swoje wielkie cierpienie. Tylko czasami do głowy ciśnie się taka myśl… czy oni cierpią z żalu po wodzu, czy z głodu cierpią?

Korea to wielki kraj o wielkiej ilości głodnych ludzi. To jest potworne, że w tych czasach w dalszym ciągu ludzkie istoty umierają z głodu. Korea Południowa nie wydaje się być zainteresowana teraz zmianą tego stanu rzeczy, bo wyobraża już sobie otwarci granicy i pochód tych biedaków, jak szarańcza zjadających wszystko po drodze. Potworności jakie dzieją się w Korei są nie do opisania. Oczywiście świat udaje że jest oburzony, ale nie robi nic żeby to zmienić. Po co… Mamy swoje problemy. W końcu banki niemieckie i francuskie nakupowały obligacji greckich. Teraz wielcy przywódcy światowi się męczą i wiją, żeby jakoś tę kasę dla banków załatwić z naszych kieszeni (o maluczkich podatnikach piszę, nie jestem wyznawcą PiSowskiej teorii wydzierania emerytur polskim emerytom i oddawania ich greckim emerytom, o nie, aż tak szalona nie jestem). Co nas światowców obchodzi głodująca Afryka, co nas obchodzi głodująca Azja… musimy banki ratować, a w zasadzie to nie banki, tylko premie prezesów banków.

Kurcze odechciewa się jednak myśleć, jak się tak człowiek skupi i pomyśli… Nie dziwię się że Kim od myślenia umarł.

czwartek, 01 grudnia 2011

Gminy zwalniają urzędników. Tak głosi artykuł w Rzeczpospolitej. OK, zwalniają i tyle, zaraz zatrudnią, może nawet więcej niż zwolnili. Jest jednak inna rzecz, której nie rozumiem i wydaje mi się, że nikt o zdrowych zmysłach nie rozumie. Otóż, jeżeli jest kryzys, to Państwo powinno zachowywać się racjonalnie. Tak jak zwykła gospodarstwo domowe. Rachunki trzeba zapłacić w pierwszej kolejności, spłacić kredyt i ograniczyć niepotrzebne wydatki. Ale to wszystko mało!!!! Podstawowym celem rządów powinien być zwiększyć strumień pieniądza wpływającego do budżetu. I proszę mnie nie zrozumieć źle, nie chodzi mi o podwyższenie podatków. Ci którzy płacą podatki, to jest sól tej ziemi, ale są też tacy, którzy podatków nie płacą. Są to głównie lekarze, dentyści, prawnicy itp. Wiem to doskonale bo ostatnio rozmawiałam z miłym człowiekiem, którego szanowna małżonka jest dentystką. „Kochana, jak ona do domu w miesiącu przyniesie 20 tys. to znaczy że to był słaby miesiąc”. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że owa miła pani nie posiada zupełnie zdolności kredytowych, bo do urzędu skarbowego wykazuje roczny dochód … uwaga, skupcie się teraz, 25 tys. zł. ROCZY DOCHÓD. I urząd skarbowy w to wierzy!!!!! Gabinet jest zrobiony za ok 1 mln zł (3 unity, kafelki hiszpańskie, ekrany plazmowe na ścianach, sama umywalka w toalecie kosztuje ok 12 tys. zł. – sprawdzałam w katalogu) I urząd skarbowy wierzy miłej pani, biednej dentystce, jeżdżącej Infinity  za ponad 300 tys. zł., że jej roczny zysk, od którego odprowadza podatek, wyniósł 25 tys. zł.  

Co z tym zrobić? Otóż jest na wszystko sposób, kiedy się dobrze pomyśli i bardzo chce. Jeżeli wprowadzić podatnikom ulgę w formie obniżenie podstawy od opodatkowania przez odliczenie wydatków na prywatną służbę zdrowia, to miła pani dentystka musiałaby każdemu pacjentowi wystawić rachunek, od którego musiałaby zapłacić podatek, bo wiadomo, że ten rachunek i tak trafiłby do urzędu skarbowego. Już każdy pacjent zadbałby o to, żeby pani dentystka jednak wbiła na kasę fiskalną właśnie wykonaną plombę, czy leczenie kanałowe. A proszę mi wierzyć, zwiększony strumień pieniądza do kasy Państwa byłby nieporównywalnie większy niż zmniejszenie dopływu z tytułu ulgi na leczenie od Kowalskiego.

 

Szara strefa w Polsce jest ogromna. Państwo powinno skupić się na niej w głównej mierze, bo tam leżą ogromne pieniądze tak bardzo potrzebne do łatania dziur.

Państwo powinno wreszcie zająć się kampanią uświadamiającą społeczeństwo, że powinni bezwzględnie wymagać rachunków, bo zarejestrowany dochód jest dochodem opodatkowanym, a im więcej osób będzie płaciło uczciwie podatki, tym większy będzie strumień pieniądza wprowadzany do skarbu państwa i tym zwiększy się możliwość zmniejszenia podatków dla zwykłych zjadaczy chleba. Bo teraz wszyscy ci, którzy niestety muszą płacić podatki, płacą je za cwaniaków, którzy kombinują i ich nie płacą, tylko budują sobie wille i jeżdżą bardzo drogimi samochodami, a w urzędzie deklarują, że są po prostu biedkami i jeszcze powinno się im pomagać.

09:07, kurdecojaturobie , coś coś
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 listopada 2011

Świat się zmienia. To naturalne. Jednakże czasami trzeba zastanowić się jak się zmienia i co zmiany przyniosą. Wszak wszelka akcja rodzi reakcję.

Kiedyś ludzie bogaci byli bogaci nie tylko ilością pieniędzy, które chowali gdzieś (może w bankach, może pod poduszką). Z ich bogactwa budowana była cała okoliczna infrastruktura. Całe wsie żyły z bogactwa takiego człowieka i całe wsie budowały to bogactwo. Praca miała cenę, wartość. Dzisiaj liczy się kapitał. W zasadzie po osiągnięciu pewnego pułapu zgromadzonego kapitału ten kapitał zaczyna żyć własnym życiem, odcinając się już od otaczającej infrastruktury. Teraz ludzie bardzo bogaci (ja nie mówię o ludziach dobrze zarabiających, ja mówię o prawdziwych krezusach) nie muszą pracować, kapitał sam pracuje na nich. Niebotyczne odsetki pomnażają kapitał do jeszcze bardziej kosmicznych rozmiarów. Jest on niestety zupełnie niewykorzystywany i tak brzydko powiem niewpuszczany w obieg, w środowisko. Ten kapitał żyje sobie w wirtualnym świecie bankowców. Jest przelewany z konta na konto, dopisywane są kolejne odsetki, kapitalizowany jest tak, żeby wycisnąć jak najwięcej, ale…. Ten kapitał w rzeczywistości nie buduje niczego. Nie tworzy, nie pomnaża, nie kreuje, nie żyje. Są to sztuczne zapisy z ogromną ilością zer na kontach.

Praca ludzka nie ma już żadnej wartości, no dobra, ma, ale to jest znikoma wartość. Człowiek pracujący normalnie nie ma szansy stać się bogatym człowiekiem, bo nie jest w stanie zgromadzić odpowiedniego kapitału, który zacznie żyć własnym życiem.

Można śmiało powiedzieć, że kapitalizm pożera własny ogon teraz. Mamy tego dowód patrząc na doniesienia mediów. Jest kryzys odmieniany przez wszystkie przypadki i we wszystkich językach. Dzieje się tak dlatego, że kapitalizm zjada własny ogon.

Kiedyś na świecie panowała idea merkantylizmu. Każde państwo za cel uznało gromadzenie jak największej szlachetnego kruszcu, czyli złota. Zakładano, że handlem międzynarodowym należy tak sterować, żeby złoto do kraju wpływało i w nim pozostawało, bo stanowiło ono wymierny dowód na bogactwo i zabezpieczenie swoich interesów. Później jednak państwa doszły do wniosku, że jednak zasoby złota są ograniczone. Kurczowe trzymanie się tej idei spowodowałoby zahamowanie ekspansji i rozwoju (to oczywiście bardzo duży skrót myślowy). Jednakże dzisiaj mamy skutki wspaniałego nurtu w którym pozwolono bankowcom przejąć kontrolę nad rzeczywistym kapitałem i przekonanie ludzi, że to banki kreują rzeczywistość dopisując kolejne wirtualne zera na kontach tych, którzy złożyli w nich swój kapitał. Banki wymyśliły akcje, opcje na akcje, swapy, forwordy itd., itp. Kapitał nie wychodził poza ich mury tylko tam pozostał. Nauczono ludzi, że muszą pożyczać te wirtualne pieniądze, żeby żyć realnie. Kredyty oczywiście mają dopisane już nie wirtualne, tylko realne odsetki, które obliczane są w pokrętny sposób. Normalny człowiek biorąc kredyt na mieszkanie, staje się rzeczywistym niewolnikiem banku na całe życie. Jest darmową siłą roboczą, pracującą na bankowców i to do końca swoich dni. A bankowcy dopisują te wirtualne odsetki i umierają ze śmiechu. W tej chwili tak naprawdę nie ma kontroli nad kapitałem. W zasadzie nie wiadomo ile kapitału jest na świecie, bo jest on już do tej pory głównie sztucznie wygenerowany przez kolejne dopisywanie do realnych pieniędzy sztucznych odsetek i zamienianie ich na kapitał, który oczywiście nie istnieje, a jest zgromadzony na kilkudziesięciu kontach na świecie. No może kilkuset. Reszta to biedni niewolnicy systemu, pogardliwie nazywani przez bankowców kredytobiorcami. Wszak nikt w historii ludzkości nie szanował niewolników.

Do tego doprowadziła decyzja Rządu USA, który zrezygnował swego czasu z parytetu złota. Otworzył wtedy puszkę Pandory.

 

 

Co dalej? Zobaczymy. Różne są scenariusze, od najbardziej krwawych, przez kolejny szatański pomysł do zawładnięcia nad wszelkim dobrem, przez najmniej realny czyli oświecenie ludzkości i otrząśnięcie się z tego wirtualnego świata.

09:29, kurdecojaturobie , coś coś
Link Komentarze (1) »
wtorek, 29 listopada 2011

Czy Wy też słyszycie ten absolutnie niepodrabialny, wyjątkowy szum? Nie, nie szumi mi w głowie i białych myszek też nie widzę. Skupcie się…. Szum miasta. Bardzo lubię szum miasta. Szczególnie wieczorem go słyszę, gdy na wychodzę na balkon. Patrzę wtedy na pałac kultury i światła na moście i podświetlenie stadionu i… delektuję się szumem.

Tak sobie ostatnio myślałam, że żyjąc w wielkim mieście człowiek jest anonimowy. Może nam się wydawać, że jesteśmy otoczeni ludźmi, ale…. bardzo wielu jest ludzi samotnych właśnie w tym szumie, w tym tłumie. Czasami spoglądam dyskretnie w okna wokół i wielu widzę ludzi siedzących w swoich malutkich mieszkankach, którzy tak po ludzku są sami.

Do samotności człowiek się przyzwyczaja. Z czasem staje się ona naturalnym stanem i otoczeniem, a nawet światem. Im dłużej żyjemy w śmiertelnym uścisku pani samotności, tym bardziej trudno jest otworzyć się na innych ludzi.

To są fakty, a teraz trochę pytań: A czy warto otwierać się na ludzi?

Nie sądzę. Nie jest to regułą, ale  ludzie niestety rozczarowują. Dodatkowo tracą przy bliższym poznaniu i rozczarowują jeszcze bardziej. Kiedy czytam o TEAM SPIRIT, to stwierdzam, że rozumiem pobudki tych trenerów próbujących na szkoleniach przekonać uczestników, że bycie w drużynie jest super boskie i to jest cały sens naszego jestestwa. To jest naturalny, pierwotny instynkt – Stado. W stadzie łatwiej upolować jelonka czy inne zwierzątko kopytne lub nie. W stadzie łatwiej się młode chowa. W stadzie ogólnie jest łatwiej ekonomicznie i organizacyjnie robotę przydzielić i ją wykonać, ale…. Ja się nigdy do żadnego stada nie nadawałam chyba. Męczą mnie tłumy. Zniechęca mnie TEAM SPIRIT. Wolę sama w swoim tempie, w swoim trybie, tylko mnie znanymi sposobami.

Ale dlaczego ludzie rozczarowują? Bo są tylko ludźmi. Kiedyś czytałam, że nawet najgorsze działanie ma dobrą motywację. Trudno się z tym zgodzić w pierwszym momencie, ale… nikt w tym zdaniu nie mówi o naszej motywacji, tylko o motywacji popełniającego czyn. On działał w dobrych DLA SIEBIE intencjach. Nie dla Ciebie, nie dla ogółu. Działał w intencji jak najbardziej dobrej, ale dla siebie. Załatwiał jakąś swoją sprawę, albo sprawę swojej rodziny, albo kochanki… wszystko jedno – intencje miał dobre, a że przy okazji wyrządził komuś krzywdę i świństwo, no cóż…. Life można by rzec.

Dlatego ludzie rozczarowują. Bo są tylko ludźmi.

Jednakże muszę skłonić się przed ludźmi, a znam takich (baaaardzo niewielu ale jednak), którzy działali z pobudek altruistycznych, humanitarnych, albo nie wiem jakich, ale na pewno nie w celu załatwienia swoich osobistych interesów. Chociaż, wiecie jak to jest… na posadzce w kościele krzyżem zwykle leżą i najżarliwiej modlą się ci, którzy strzelają wokół oczami sprawdzając czy wszyscy już ich zdążyli zauważyć i ich popodziwiać i pozachwycać się nimi.

Więc samozadowolenie i samouwielbienie, wręcz samo zachwyt też jest osobistą pobudką do działania.

No i co? Nie ma nadziei już w ludziach? Nie warto próbować im zaufać?

20:19, kurdecojaturobie , moja filozofia
Link Komentarze (1) »
wtorek, 22 listopada 2011
Mój mały bratanek odwiedził mnie w weekend i zaraził jakimś paskudnym wirusem przedszkolakowym. Poleguję w łóżku z chusteczką przy nosie i w głowie mam takie uczucie jakbym wodę w naczyniu nosiła a nie mózg. Chociaż, kto tak w sumie wie… wszystkiego się można spodziewać. Jesteśmy po wyborach, po expose Premiera, po przedstawieniu nowego Rządu. Jestem rozczarowana. Samo expose mnie nie zaskoczyło. Wiedziałam, że musi być zapowiedz ostrych ruchów. Skład Rządu mnie zbulwersował. Jestem w gęstym szoku, wręcz brak mi słów. Tak straszny brak kompetencji wśród nowych ministrów jest wręcz precedensowy. Wielkiej polityki nie da się uprawiać takimi ludźmi. Jestem absolutnie rozczarowana. Ja, która popieram PO od lat. Kibicuję im, a teraz zastanawiam się, czy to musi być regułą, że władza demoralizuje… Czy taka prawidłowość jest nieubłagana. Ja rozumiem zapowiedz reform, ale nie wyobrażam sobie, że minister Nowak, czy minister Mucha, czy minister Gowin te reformy przeprowadzą. No cóż, będę się temu wszystkiemu przyglądać…
10:47, kurdecojaturobie , coś coś
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 października 2011

Zastanawiam się nad swoją własną firmą. Problem polega na tym, że nie mam bladego pojęcia czym chciałabym się zająć. Kryzys uderzy nas w przyszłym roku i to mocno więc trzeba wszystko przemyśleć i nie rzucać się bezmyślnie na rynek. Jednakże fakt pozostaje faktem. Nie wiem co mogłabym robić. Chciałabym prowadzić działalność i Internecie. Siedząc w domu. Bardzo pasowałoby mi pracować jako np. analityk ale zdalnie. Siedząc w domu dostać dane z firmy i analizować na wszystkie możliwe sposoby. Robić swoje, wyciągać raporty i wskazywać słabe punkty, wąskie gardła itp. Problem polega na tym, że pracodawcy raczej nie wyobrażają sobie pracowników zdalnych. Chcą ich mieć w biurze i mieć wrażenie, że kontrolują ich pracę. Ja wolałabym wykonywać zadania bez zbędnych kontaktów z ludźmi.

11:13, kurdecojaturobie , coś coś
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 października 2011

Moja mama mocno przeżywa wybory. Nic nowego. Zawsze przeżywa wybory. Wczoraj mówi do mnie „co to będzie jak Kaczyński wygra…” A nic nie będzie… Jeżeli ten Naród sobie życzy, to wybierze Kaczyńskiego i będzie miał powtórkę z rozrywki do n potęgi. Co ja na to poradzę… nic. Sekta Pisu ma się świetnie. Ubliżają, deprecjonują, obrażają i nie ma na nich kary. Pis to obraz najgorszego prymitywizmu naszego Narodu. Najbrzydsza morda jaką ten Naród ma. Więc jeżeli Naród chce, to sobie taką mordę naklei na twarz i tyle.

09:08, kurdecojaturobie , coś coś
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 67
| < Styczeń 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
;